piątek, 1 listopada 2013

Jesteś bólem mojej dupy rozdział 6

 Moi mili... Kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. 
Proszę o komentarze.  
Rozdział jest poprawiony... Dopisałam w nim kilka rzeczy i dodatkowo poprosiłam Lanę by poprawiła mi błędy.
Proszę na moim blogu nie obrażać nikogo, w tym mnie. Szanowny anonimie, nie mam 12 lat... Piszę dla siebie a nie by kogoś zadowolić... Dodatkowo jeśli chcesz krytykować, to zacznij używać konkretnych argumentów... a nie jechania kogoś bo okazujesz się niewychowanym chamem. Nie mam zamiaru reagować więcej na tego typu szczeniackie komentarze. Jak przy okazji jesteś taki mądry to się podpisz całym imieniem a nie tylko B. Chyba, że tchórzysz...
Proponuje sam zacznij pisać... A wtedy pogadamy.
A.


-O czym chciałeś porozmawiać? -Zapytał Piotrek swojego starszego brata stając w salonie, u swojego przyjaciela. Był zły, a jednocześnie smutny, dlatego nie chciał z nim teraz rozmawiać. Przechodzenie tego wszystkiego od początku było dla niego bez sensu. Niestety teraz nie miał wyjścia.
-O Twoim zachowaniu... dlaczego mnie uderzyłeś a potem uciekłeś, co? Co Ci zrobiłem niby? -Zapytał zdenerwowany-Co się z Tobą dzieje dzieciaku? Jakieś akcje odstawiasz!
-Ty nic nie rozumiesz !- Krzyknął młodszy. -Nic! Rób co chcesz, mnie to nie obchodzi. Jesteś skończony idiotom. –Po tych słowach wyszedł trzaskając drzwiami.
Igor nie rozumiał zachowania swojego brata. Jego wybuchów i szczeniackich wybryków... Bardzo zależało mu na Piotrze, jednak nie był w stanie przewidzieć, jak on się znowu zachowa. Chciał się z nim jakoś dogadać, jednak nie udawało mu się to, a ten fakt doprowadzał go to do szału...
-Jak poszło? -Zapytał Bartek.
-Chyba ma okres...Nie wiem... Zachowuje się idiotycznie. Nie rozumiem tego, mam dość jego wygłupów.
-To dlatego, że on Cię kocha...
-Co? Też go kocham... to mój brat.-Odrzekł Igor
-Jest w Tobie zakochany..-Sprecyzował chłopak. Nie wiedział, czy powiedzenie mu tego było dobrym pomysłem, ale może jednak...
Igor stał jak wryty, nie mogąc nic powiedzieć... Zdziwienie odebrało mu głos i racjonalne myślenie.

Piotrek wkurzony szedł ulicą, miał dość już wszystkiego. Postanowił iść sobie na pizze i przemyśleć wszystko od początku do końca. Jego wybuch, jeden jak i drugi, nie miał żadnego sensu. Igor nie rozumiał sytuacji. A przecież w jego planach brat miał się wszystkiego domyśleć. Niestety był głupi jak but. Piotrek nawet nie zauważył, kiedy znalazł się już na miejscu. Wszedł do środka i poczekał na kelnerkę. Zamówił sobie dużą margeritę i colę. Następnie czekał na zamówienie pogrążony w myślach. Był smutny, bo nie wszystko poszło tak, jakby tego sobie życzył.
Z zamyślenia wyrwał go telefon.
-Hej... gdzieś się podział? -Kamil...
-Musiałem stamtąd wyjść... Nie chciałem mu mówić...
-Ja mu powiedziałem... - Przerwał mu jego przyjaciel. -Nie ma sensu, żebyście się kłócili...
-Jak mogłeś? -Wycedził Piotrek. Był bardzo zły na niego, nie miał prawa tego robić. Nie on.
-Nie mogłem patrzeć, jak wasza relacja się chrzani przez nie dopowiedziane sytuacje. Chcesz, żeby między Wami było tak jak między mną, a Bartkiem? Cierpieliśmy wiele lat, zmarnowaliśmy je... Nie mogę pozwolić, żeby mój najlepszy przyjaciel przez swoje ego doprowadził do tego samego. -Zakończył swój wywód bardzo zły. Nie mógł do tego dopuścić. -Przepraszam! -Dodał na koniec.
-Eh, rozumiem Twoją motywacje Kamil... jestem zły... trochę.. jak zareagował?
-E... zdziwił się... a teraz Bartek próbuje mu przemówić do rozsądku. Wkurzył się, przez Twoje zachowanie. -Odpowiedział szczerze. Nie wiedział dokładnie o czym chłopaki rozmawiają, ale był pewny, że chcę, by jego przyjaciel był szczęśliwy.
W pewnym momencie do jego pokoju wszedł Bartek i zajął mu od razu usta...
-um... mmmm... oooh...-wyjęczał pomiędzy pocałunkami chłopak.
Piotrek był ciut znudzony mlaskami całujących się chłopaków, a jednocześnie trochę zazdrosny. Sam chciał być teraz z ukochanym i oddawać się rozkoszy całowania...
-Możecie przestać?..-Powiedział dobitnie.
-Przepraszam Cię Piotrek, ale Kamil jest teraz zajęty... oddzwoni... -Rozłączył się i powrócił do całowania ust młodszego.
-Oh, cóż za rozkoszne powitanie... Czym sobie zasłużyłem? -Wymruczał blondyn. Bartek głaskał jego policzek czule i spojrzał się w jego tęczówki.
-Masz piękne oczy... Czas na smarowanie i zmianę opatrunków, słodki... -Wymruczał mu w usta i powrócił do całowania ich...
-Aj... zawstydzasz mnie... -Jęknął zarumieniony chłopak. Uwielbiał te wilgotne wargi i całusy na swoich ustach, tak samo jak głębsze pocałunki. Kochał też czułość i bliskość starszego, jego dotyk i wszystko co było z nim związane.
Już po chwili oddawał się delikatnemu masażowi, uśmiechając się delikatnie i wzdychając lekko.

Igor wyszedł z ich domu, po wymianie krótkich uwag z Bartkiem. Był rozdarty i zły. Udał się od razu do mieszkania, gdzie postanowił przemyśleć sobie wszystko. Nie mógł być z Piotrkiem. Nie kochał go... Nie chciał go kochać ani przyjąć do wiadomości tego, co czuje jego brat. Nie czuł obrzydzenia, jednak musiał sprawić, że Piotrek się w nim odkocha i zacznie żyć normalnie. 

Serce biło mu szybko, a jego oczy były przymknięte. Oddał się tym pieszczotom ulegle i nigdy nie miał ich dość. W pokoju roznosił się cudowny zapach jaśminu i cytryn. Dawał iście pieszczącą zmysły mieszankę zapachową. Za oknem świeciło słońce, które Kamil tak uwielbiał, odkąd był małym chłopcem. Zawsze cieszył się na nowy dzień i nie lubił kłaść się spać. Do tej pory czasami bał się ciemności...
Niestety w końcu poczuł opatrunki i bandaże i musiał powrócić do rzeczywistości. Jeszcze tylko smarowanie ręki i policzka oraz czoła, które prawie całkowicie się już zagoiło. Na koniec pocałował go w miejsca, które smarował.
-Jak się czujesz?
-Dobrze... Z Tobą Bartek dobrze... -Odrzekł wtulając się w niego. Trwali tak chwilę, całując się dodatkowo, aż w końcu do pokoju wszedł ojciec. Widząc sytuację wściekł się.
-Co tu się dzieje? -Wrzeszczał jak opętany. -Co Wy robicie?
-Przytulamy się tylko... -Odrzekł butnie Kamil. Nie widział w tym nic złego. -Jesteśmy braćmi... chyba możemy się przytulać..
-Ale całować? To jest obrzydliwe... -Warknął ojciec. -Nie pozwalam Wam tego robić... nie tak Was wychowywałem... Jesteście braćmi!
-I co z tego? Nie robimy nic złego! -Odwarknął Bartek. -Mamy do tego prawo i nic z tym nie zrobisz! –Ojciec krzyknął na koniec i wyszedł trzaskając drzwiami. Kamil bardzo posmutniał...Słyszeli jeszcze jego ostatnie słowa
-Trzeba było lać tych dzieciaków, to by im się w głowach nie poprzewracało! -W końcu głos ich rodziciela ucichł...
Bartek spojrzał na brata domyślił się, że ten teraz będzie się za bardzo przejmował tym wydarzeniem. Nie mógł na to pozwolić, nie chciał by Kamil był teraz smutny i stracił wiarę w to, że będzie lepiej. To zaważyłoby na jego powrocie do zdrowia.
-Ej, nie smuć, mój piękny... nie robimy nic złego... On po prostu jest ograniczony i tego nie rozumie...
-Masz rację, ale to nasz ojciec... Co teraz?
-On nie będzie nam mówić, kogo kochać... -Powiedział Bartek zdecydowanie. -Nie myśl o tym... -Dodał łagodnie. Już po chwili przytulali się zasypiając, a Kamil zastanawiał się nad tym co powiedział jego starszy brat.

Piotrek dopiero wieczorem wrócił do domu. Po zjedzeniu pizzy poszedł na spacer do parku. Uwielbiał przyrodę, tak samo jak jego przyjaciel. Otulająca go zieleń dawała nadzieję. O tej porze roku było pięknie w takich miejscach. Lato, było jego ulubioną porą.. Wszystko zdążyło już rozkwitnąć i było w swoim najlepszym czasie. Jednak mimo tego, tym razem to nie było wystarczające. Po przekroczeniu progu czuł się jeszcze gorzej niż przedtem. Był markotny i znowu głodny. Nie bardzo wiedział, jak teraz spojrzeć bratu w oczy, ani co powiedzieć.
Kiedy wszedł do środka, od progu został uraczony lecącą ścierką.
-Gdzie Ty się podziewałeś kretynie? -Jego wściekły brat wyszedł z kuchni do przedpokoju.
-Włóczyłem się... -Przyznał.
-Do kuchni! Już! Mamy sobie pewne rzeczy do wyjaśnienia...
-Chyba nie...-Odburknął Piotrek.
-Po pierwsze. -Zaczął. -To co czujesz, nie jest odwzajemnione. Nie kocham Cię, Piotrek. Rozumiesz? Nie masz prawa wściekać się o moich partnerów. Twoja miłość jest nie do przyjęcia.
-Igor...-Zaczął...
-Daj mi skończyć. Między nami nie będzie niczego! Rozumiesz? Skończ więc z tą błazenadą! Jesteśmy rodziną... - Młodszy pobladł. Spodziewał się wszystkiego ale nie takich słów... Zabolały go, ale co zrobić.
-No więc tak to jest. Miło wiedzieć na czym stoję... -Odparł w końcu.
-Więc zachowuj się jak przystało na brata! -Warknął Igor po czym poszedł z kuchni na górę, do swojego pokoju. W duszy nie wiedział, czy dobrze zrobił, ale nie miał wyboru. Ich miłość nie miała przyszłości, dodatkowo młody by cierpiał, bo Igor nie kochał brata. Nie potrafiłby udawać, że coś między nimi jest...

Piotrek został w pomieszczeniu, jedząc obiad, jednak marnie mu to szło. Trochę było mu smutno, bo chwilami miał nikłą nadzieję na cokolwiek... tym razem jednak nie... Został tam by pozmywać i przeszedł na kanapę do salonu by obejrzeć telewizor. Zasnął niepostrzeżenie, a w jego snach był szczęśliwy..

-Co zrobimy z ojcem? -Zapytał się Kamil, który wybudził się po kilku godzinach snu.
-Nie.. wiem, śpij.. zajmiemy się tym jutro... nie martw się. Jego zdanie jest nie ważne...dobra jest... jednak nie myśl o tym teraz. -Wtulił w siebie brata i pogłaskał uspokajająco...
Reszta nocy minęła im spokojnie...Jeśli można to nazwać jakimkolwiek spokojem... Gdzieś tylko dwa serca zostały rozdarte i jedno okrutnie złamane...

czwartek, 24 października 2013

Jesteś bólem mojej dupy rozdzial 5

Wiecie... tak troche wydaje mi sie, ze Wam nie podobaja sie juz moje rozdzialy... Nie komentujecie za bardzo. 
Wszystkim, ktorzy komentuja, dziekuje. Natomiast wszystkim leniom pokazuje jezor. 
A teraz rozdzial. 
Wasza A. 


-Nie wiem czy to normalne, Igor. Iść na randkę z własnym bratem. Pocałowałem go rozumiesz? Całowałem własnego brata i było mi cholernie dobrze. Chciałem nadal tulić go i uszczęśliwiać. To nie jest normalne.
-Wiesz Bartek... Po tym wszystkim co się stało sam już nie wiem. Kamil cholernie dużo przeżył w ciągu tych miesięcy. Moim zdaniem nie powinieneś się zastanawiać już. Prawie go straciłeś niedawno. Nie trać czasu na myśli. Działaj, bądź przy nim i zobaczysz co się stanie. Ja chroniłbym Piotrka teraz ze wszystkich sił, gdybym był w Twojej sytuacji.
-Chyba masz racje Igor. Dzięki. Pójdę już.
-Spoko Stary. Idź się zająć Kamilem. - Szatyn zaczynając tę rozmowę nie miał zielonego pojecia jak ona przebiegnie. Bał się, że Igor go zwyzywa i pomyśli, że jest dziwny jednak tak się nie stało. Co jak co, ale nie spodziewał się takiego zrozumienia od swojego przyjaciela. Wracał do domu już spokojniejszy. Jedyne o czym mógł myśleć, to o swoim bracie i o ich planach na następny dzień. Chciał już jak najszybciej zabrać go w jego ulubione miejsce i nieba przychylić. Doskonale wiedział, że jego młodziutki brat nie zaznał zbyt dużo szczęścia, od czasu odkrycia swojej orientacji a Bartek teraz chciał mu wynagrodzić wszystkie krzywdy i ból jaki doznał przez niego i innych ludzi.
Wrócił do domu i pierwsze co zobaczył to młodszego chłopaka w salonie, oglądającego telewizję. Siedział przytulony do poduszki z podkulonymi nogami. Rozczuliło to starszego, dlatego od razu po umyciu rąk w łazience skierował się do salonu i usiadł obok brata.
-Chodź tu do mnie... Przysuń się. - Powiedział łagodnie. Kamil nadal trzymając poduszkę przysunął się a szatyn go objął ręką. Przycisnął mocniej do siebie i ułożył się tak, żeby blondynowi było jak najwygodniej. Odszukał jego dłoń i złączył ze swoją, uprzednio składając na niej delikatny pocałunek. Zielonooki spojrzał na brata zarumieniony, jednak nic nie powiedział. Bez słowa już zaczęli oglądać telewizję. W krótce Kamil zasnął przytulony do boku szatyna. Ten wziął go delikatnie i zaniósł do pokoju, ułożył na łóżku i delikatnie pocałował w czoło. Na koniec przykrył go jeszcze pościelą i wyszedł uśmiechnięty. Blondyn wydawał się taki kruchy i delikatny, zwłaszcza po wypadku i na pewno przestał wojować z całym światem. Spokojniej podchodził do wielu rzeczy i ta zmiana podobała się Bartkowi. W takich momentach jak sen, mógł dostrzec delikatność swojego braciszka. Dawno o tym zapomniał i teraz bardzo mocno tego żałował.
Spokojnie usiadł na łóżku. Było już ciemno i sam był zmęczony. Nie mógł doczekać się następnego dnia, kiedy będzie próbował zabrać Kamila gdzieś na zewnątrz, na obiecaną randkę. Myślał jeszcze chwilę o miejscach, w których zielonooki mógłby się czuć swobodnie, by potem położyć się do łóżka. Dość szybko zasnął.
Obudziło go delikatne drapanie po ramieniu i cichy szept.
-Bartek... śpisz?
-Ni...ee już nie... co się stało?
-Nie mogę spać... - Szepnął Kamil.
-Chodź tu – Przesunął się i podniósł pościel by wpuścić brata. Ten niepewnie położył się bardzo blisko niego. Szatyn przykrył go i troskliwie popatrzył na jego twarz.
-Śpij dobrze, nic się nie bój jestem tu. - Wtulił go w siebie i delikatnie zaczął gładzić plecy, uspokająco. Kamil poddał się temu bez sprzeciwu. Kiedy jednak usypiał, pragnął jeszcze jednego. -Bartek...
-Hm? - Odparł półprzytomnie chłopak
-Pocałuj mnie... Proszę... - Szatyn lekko zdziwiony tą propozycją odnalazł usta brata i delikanie musnął je swoimi. Raz, drugi, trzeci. Zadowolony Kamil zaczął oddawać pocałunki nieśmiało. Rozchylił usta zapraszając ciekawski język do środka, sam zachęcony objął brata mocniej. W końcu Bartek naparł na niego i młodszy wylądował na plecach, z szatynem nad nim. Jednak to nie przeszkodziło im na kontynuowanie pieszczot. Starszy spojrzał roziskrzonym wzrokiem na chłopaka pod sobą a ten jęknął
-Jeszcze... chcę jeszcze... - Uśmiech Bartka rozszerzył się i ponownie powrócił do opuchniętych ust młodszego. Pocałunek znów zmienił się w namiętny taniec obu języków, ssących się nawzajem i zwiedzających wnętrza swoich partnerów. Szatyn nie czuł się źle, będąc w tak intymnej sytuacji z rodzonym bratem. Czuł za to wielką czułość i chęć oddania mu całego siebie i wszystkiego co najlepsze.
Jak ostatnim razem zakończył pocałunek delikatnymi całusami na sam koniec. Widząc rozanieloną twarz Kamila pogłaskał go czule po policzku.
-Śpij Skarbie. - Szepnął i położył się obok niego. Blondyn od razu przytulił się do niego rozkosznie mrucząc. Obaj dosyć szybko zasnęli, szczęśliwi, gdzieś tam w środku rozumiejąc już wszystko. Bartek cieszył się, że przestał mieć opory i sam czuł już tylko czystą chęć posiadania tego chłopaka w łóżku i w ramionach, w życiu. I wiedział, że nie chce go nikomu oddać ani pozwolić skrzywdzić. Kamil już jakiś czas temu czuł te cudowne dreszcze, towarzyszące byciu obok brata. Nie wiedział wcześniej co one oznaczają, jak mógłby być zakochany... Teraz już wiedział. Byle tylko szatyn się nim nie brzydził...
Ranek przywitał ich zdecydowanie za wcześnie. Kamil obudził się pierwszy, Patrzył na śpiącego brata i podziwiał jego przystojną twarz. Szeptał różne rzeczy i kiedy Bartek się obudził, dalej udawał, że śpi chcąc wiedzieć co szepcze blondyn.
-Jesteś taki przystojny... dlaczego... mi to teraz robisz? Przecież nigdy nie będę miał szansy... A jednak ślepo wierzę... gdybyś wiedział jak bardzo... - Musiał w końcu to powiedzieć, jednak chciał, właśnie w momencie, kiedy on śpi. Pogłaskał jego policzek na co szatyn poruszył się i mruknął. Wtedy blondyn położył się obok niego pod kołdrę. Chciał jak najdłużej spędzić czas w ramionach starszrgo.
Bartek przez kolejne pół godziny udawał, że śpi myśląc nad słowami partnera. Chciał z nim spróbować, to już wiedział, jednak jak miałby sprawić by Kamil mu zaufał i oddał swoje serce. To nie było proste, zawiódł go jako brat, jak teraz miał przekonać chłopaka że jako kochanek go nie zawiedzie. W końcu otworzył oczy i spojrzał czule na drzemającego w jego ramionach chłopaka. Uśmiechnął się i delikatnie sięgnął jego ust, co obudziło Kamila. Na początku zdezorientowany przestraszył się, jednak chwilę potem dotarło do niego, że znajduje się w łóżku i ramionach tego przystojnego człowieka, który właśnie całuje go na „dzień dobry”. To cudowne uczucie rozlało się po jego ciele, kiedy język wtargnął znów do środka. Doświadczał właśnie głębokiego i cudownego pocałunku, przeznaczonego tylko kochankom. Nie miał zamiaru zastanawiać się co to znaczy. I kompletnie zapomniał o swoim nieświeżym oddechu.
-Dzień dobry, Słoneczko. - Powiedział łagodnie Bartek kiedy oderwał się od jego ust. Obdarował go jeszcze najpiękniejszym uśmiechem. Kamil spojrzał w jego stalowe oczy zarumieniony i mimowolnie oblizał usta.
-Dzień dobry. - odpowiedział nieśmiało. Dawno nie czuł się tak szczęśliwy, takimi drobnymi gestami kogokolwiek. A teraz jego roześmiane oczy mówiły Bartkowi, że jest szczęśliwy i... zakochany.

***
-To gdzie chcesz iść na randke?Chciałbym, żebyś czuł się dobrze.
-Mówiłeś poważnie? - Ucieszył się Kamil. Siedział właśnie  na sedesie, tyłem do Bartka, który smarował mu plecy maścią.  
-Oczywiście, że tak. Boli Cię to jeszcze? - Czule pogłaskał miejsce pod łopatką, które było bardzo mocno popalone.
-Nie... Już nie boli. Tylko czasami jak za długo leżę.
-Już lepiej to wygląda... Ale blizny będą i to duże...
-Wiem o tym.. próbuje się z tym pogodzić... - Odrzekł spokojnie blondyn. - Czekam tylko aż włosy mi odroną. Chciałbym... się przejść po parku, tam wiesz, gdzie mają ten fajny most w Japońskim stylu.
-Dobrze. Przejdziemy się tam, a potem pójdziemy coś zjeść dobrze? - To mówiąc wytarł rękę w papier, ściagając resztki kremu z dłoni.
-Będę musiał zeznawać prawda? - Zapytał w końcu młodszy. Obaj unikali tego tematu.
-Nie wiem... nie jestem pewien... - Odrzekł szczerze Bartek. - Robie wszystko co mogę, żebyś nie musiał.

Szli razem wzdłuż ulubionego parku, Bartek odszukał jego rękę i delikatnie chwycił ją i splótł ze swoją. Kamil zarumienił się delikatnie i uśmiechnął, jednak rozluźnił swoje spięte ciało. Bardzo przejmował się całym wyjściem i nie potrafił uspokoić organizmu. Szatyn starał się, żeby Kamilowi było dobrze i czuł się spokojnie, jednak dopiero teraz to mu się udało.
-Wszystko w porządku? - Zapytał łagodnie
-Tak... wszystko okej, jednak moglibyśmy już wracać do domu? Trochę dziwnie się czuje.. - Odpowiedział Kamil spokojnie. Jego brat pociągnął go w drugą stronę, do samochodu z uśmiechem na ustach. Chwilę potem zatrzymał się tak, że blondyn wpadł w jego ramiona. Wtedy Bartek spojrzał na niego czule i delikatnie musnął jego wargi w pocałunku. Kilka całusów później na twarz Kamila wrócił uśmiech, promienny i śliczny. Stalowooki aż zapatrzył się na niego i szepnął,
-Lepiej wracajmy, bo inaczej Cię tu schrupię, Kochanie. - Serce młodszego zabiło mocniej pod wpływem tych słów. Ze splecionymi dłońmi wrócili do samochodu. Bartek otworzył mu drzwi i kiedy sam wsiadł musnął usta swojego brata jeszcze raz. Chwilę potem jechali już ulicami miasta a blondyn zastanawiał się nad tym, co chciałby zjeść.
-Zamówimy coś, do domu? Jestem głodny.
-A co byś chciał?
-Pizze. - Odpowiedział uradowany zielonooki. Starszy chłopak roześmiał się serdecznie. Cieszył się, że jego brat zachowuje się przy nim już tak naturalnie i przyjaźnie.

Przed dzwiami siedział Piorek zasmucony. Kamil dostrzegł go już z samochodu, zaniepokojony od razu podbiegł do niego.
-Co się stało? -Zapytał otwierając drzwi.
-Kocham Igora. -Powiedział zanim zdążył wejść, tak żeby Bartek tego nie słyszał.
-Jak to kochasz? - Odwócił się do niego chłopak. -Piotrek... mów wszystko od początku, bo nie ogarniam. Idź do pokoju, ja się ogarnę i pogadamy. -To mówiąc spojrzał na swojego brata. Kiedy jego przyjaciel poszedł na górę, Bartek się odezwał
-Coś się stało?
-Nie wiem... Wiesz co? On ma chyba jakiś kryzys. Pogadam z nim. Nie martw się.

-Mów co się stało...-Powiedział Kamil od razu wchodząc, wchodząc do pokoju. -Jak to kochasz Igora? Masz przecież dziewczynę... Dobra opowiadaj...
-No mam... I nie bardzo się z tego ciesze... Nie chcę jej skrzywdzić. Ale kocham Igora. Dzisiaj był u niego jakiś koleś i byłem tak cholernie zazdrosny. Nie potrafię... Nie chcę móc się nim dzielić... Widziałem jak się całowali i się wściekłem. Nienawidze tego kolesia... Nienawidzę Igora za to, że jest moim bratem...
-Ej. Spokojnie. Coś zrobił? -Przerwał mu chłopak.
-Pokłóciłem się z Igorem... Dostał ode mnie w twarz. I przyszedłem tutaj od razu... Wiem głupi jestem ale nie potrafię już udawać, że nie bolą mnie jego podboje, nowi kolesie i jakieś laski.


                                                                     ***


Patrzył się smutno na Kamila zmartwiony. Widział, ze chłopak źle się z tym czuje ale nie potrafił mu pomoc. Siedzieli nad herbatka i długo rozmawiali. Nie tylko o problemie przyjaciela, ale tez o randce. Kamil opowiedział mu o wszystkim. Był szczęśliwy i nie ukrywał tego. Sytuacja trochę się rozluźniła, do momentu kiedy Bartek wszedł
-Twój brat przyszedł... -Powiedział... -Siedzi tu od jakieś pół godziny... -Chłopak wytrzeszczył oczy... Spojrzał na Kamila
-Jak to?
-Rozmawialiśmy... Myślę, ze teraz i wy powinniście. - Młodszy wstał i wyszedł.

poniedziałek, 14 października 2013

Jesteś bólem mojej dupy rozdział 4

Wybaczcie, że tak późno, jednak miałam kilka smutnych przygód. 
Mam nadzieję, że bardziej wymagający czytelnicy będą zadowoleni z tego rozdziału.
Zapraszam do komentowania. 
A.
Ps. Nie betowane. Wybaczcie za błędy. 




Obudził się cały obolały. Pamiętał tylko urywki tego co się stało. Pożar i to, że nie mógł się wydostać. Zastanawiał się przez chwile, jak to możliwe że w ogóle przeżył coś takiego. Jego plecy bolały, a sam był unieruchomiony. Jego ręce były w bandażach, wraz z dłońmi. Po jego policzku znów pociekła pojedyncza łza, której nie mógł powtrzymać, również z bólu. Kiedy rzeczywistość wróciła, nie był w stanie dłużej leżeć na plecach. Parzyło go to bardzo.
Do sali wszedł Bartek, zagubiony z miną co najmniej skruszoną. Podszedł ostrożnie do łóżka i spojrzał na blondyna leżącego na łóżku.
-N...nie.. mogę leż...eć.. - Wychrypiał a szatyn od razu zawołał jakąś pielęgniarkę. Po chwili wrócił szybko do łóżka. Pielęgniarka przyszła i od razu wytłumaczył jej o co chodzi. Przełożyli go na bok, ponieważ Kamil nie mógł leżeć na brzuchu. Chłopak patrzył przerażony na swojego brata, jego stękanie i ciało owinięte niczym mumia. Nie potrafił nie wyjść na chwilę na korytarz by po prostu się rozpłakać jak dziecko. Nie potrafił być już silny, nawet tego nie chciał. Nienawidził siebie za wszystko złe, co dotknęło Kamila, nienawidził siebie również za to, że tak go traktował, praktyczie przez błachostkę, a teraz... mógł go stracić i tego by sobie nie wybaczył.
Nadal zamyślony wszedł do sali. Kiedy podszedł do łóżka dostrzegł oko łypiące na niego smutno.
-Jak się czujesz? - Szepnął
-Bo...li... -Kamil wystękał słabo.
-Może Pani mu coś dać, żeby mu ulżyć?-Zapytał chłopak patrząc błagalnie na pielęgniarkę.
-Zaraz zapytam lekarza.-To mówiąc wyszła
-Przepraszam... -Szepnął młodszy. -Przeze mnie się poparzyłeś. Nie chciałem... -Mówiąc te słowa nie patrzył na Bartka. Nie potrafił. A może nawet nie chciał. Nie pamiętał dlaczego dokładnie jego brat ma poparzone ręce, jednak wypadało za to przeprosić...

Kamil powolutku pogrążał się w swojej rozpaczy i poczuciu winy. Leżąc na sali pooperacyjnej zastanawiał się długimi godzinami, dlaczego nie umarł. Dlaczego coś sprawiło, że musiał żyć i męczyć się dalej w swoim ciele, w tej rodzinie. Nienawidził siebie coraz bardziej za wszystko w tym za poparzone ręce Bartka. Gdyby nikt go nie znalazł spłonąłby w samotności i nie stanowił już dla nikogo problemu. A teraz stawał się jeszcze większym niż przedtem. Bał się tego jak będzie wyglądał, oraz tego że nikt go więcej nie pokocha.
-O czym myślisz? -Zapytał Bartek, wchodząc na salę. Minę miał niewyraźną, wyglądał jakby nie spał od kilku nocy. Bał się tej rozmowy, bał się przyznać do błędu, jeszcze bardziej bał się reakcji chłopaka.
Kamil popatrzył na niego i odpowiedział
-O niczym konkretnym...
-Jak się czujesz? - Kolejne pytanie, byle by odwieść tę rozmowę...
-Nie jest źle... trochę boli... - Tak naprawdę bardzo go bolało wszystko. Nie chciał jednak się żalić bratu, chciał wyjść z jego oczach na silnego i tak za dużo razy był płaczką.
-Posłuchaj...-Usiadł przy łóżku. -Chciałbym porozmawiać z Tobą...
-O czym? -Zapytał Kamil lekko zdenerwowany. Nie wiedział o czym jego brat chciał z nim porozmawiać, dlatego bał się.
-Wiesz... Chciałbym Cię przeprosić... Kamil... Ja Cię nie nienawidzę. To nie tak...
-Proszę, przestań... Nie rób tego... po prostu nie lituj się nade mną...
-Ja się nie lituję. Naprawdę przepraszam Cię. Ja... nie chciałem... To wszystko wyszło nie tak. Kiedy dowiedziałem się, że jesteś gejem... Na początku bardzo nie mogłem tego zaakceptować. Ale potem już nie potrafiłem się przyznać do błędów. Z każdym dniem było coraz gorzej... a teraz to wszystko przeze mnie. Ja naprawdę nie chciałem Cię skrzywdzić... To wszystko przeze mnie.- Mówił ze złami w oczach. Nie potrafił się już pochamować. Kamil patrzył na niego zagniewany.
-Nie wciskaj mi kitu... Proszę Cię... nie lituj się. -Odparł chłopak
-Kurwa! Uwierz mi. Co mam zrobić, żebyś mi uwierzył? Mówie z serca! - Bartek spojrzał na Kamila, nie przytomnym wzrokiem. Zrozumiał, że stracił już brata i nie wiedział jak to naprawić. Nie spodziewał się jednak takiego obrotu sprawy. Ostatecznie mógł zrobić tylko jedną rzecz, którą przypieczentowały słowa Kamila
-Nie musisz się starać dla takiej cioty jak ja... -Nie skończył, bo usta jego zostały zamknięte pocałunkiem. Piękne, zielone oczy rozszerzyły się w szoku a miękkie wargi muskały jego. Czuł to niesamowite ciepło i ciało ledwo przylegające go jego ciała. Smakowały cudownie.
-Proszę... zaufaj mi... wiem, że bardzo Cię skrzywdziłem... ale... ja naprawdę Cię akceptuję i kocham braciszku... Proszę- Powiedział Bartek, kiedy ich usta się rozłączyły. -Co mam zrobić, żebyś mi uwierzył?
-Nie wiem... - Szepnął chłopak. -Nie wiem, co możesz zrobić, bym Ci uwierzył. Chyba już jest chyba za późno. Zbiłeś mój ukochany kubek, pamiętasz? Dałeś mi go na moje dwunaste urodziny. To bardzo bolało... Rozumiesz? Tak bardzo.- Patrzył się na brata butnie. -Nie ma nic, czym byś to odkupił... Więc nie przepraszaj mnie i nie całuj... Nie skalaj się pedalstwem...
-Posłuchaj mnie. Widziałem Cię, jak tam płonąłeś. Widziałem chatkę, którą Ci zrobiłem, jak byłeś mały... Wyniosłem Cię z tamtąd. Nie mów mi więc, że nie wiem jak to boli... widzieć brata jak umiera... Wiem, że niczym nie odkupię swoich win... Jednak gdyby mi na Tobie nie zależało, nie było by mnie tu.... Obwiniam się o to każdego dnia, nie wiesz ile czasu spędzałem tam, za drzwiami bojąc się wejść... -Powiedział na nowo mając łzy w oczach. Kamil nie pamiętał tego, nie miał pojęcia o niczym, co się działo ostatnimi dniami... spojrzał tylko zdziwiony i wyszeptał... -Przepraszam... - Nie wiedział dlaczego, ale zrobiło mu się bardzo smutno.
-Za co do cholery mnie przepraszasz? Jesteś moim bratem... powinienem to zrozumieć wcześniej, że nic innego się nie liczy... Poza Tobą... Chciałbym byś mi kiedyś wybaczył...
-Jesteś moim bratem... Nie chcę żeby było źle między nami... Ale daj mi czas... Ja... ja nie wiem...
Jestem zmęczony, chciałbym zasnąć.
-Mogę posiedzieć? -Kamil kiwnął delikatnie głową i zamknął oczy.
Bartek siedział, rozmyślając dłuższą chwilę nad tym, jak zmyć swoje winy. Bardzo chciał odzyskać zaufanie brata, o ile było to jeszcze możliwe. Chciał również naprawić całą sytuację i dowiedzieć się, kto chciał go zabić. Nie wyobrażał sobie nikogo, kto rzeczywiście mógłby to zrobić... W tym momencie nie rozumiał ludzi i ich nienawiści a cała sytuacja była jak kubeł bardzo zimnej wody. Teraz nie wyobrażał sobie jak można było być takim człowiekiem, jakim on sam był kiedyś. Pogrążony w tym rozmyślaniach zasnął...
Następnego dnia Kamil obudził się z lżejszym sercem. Czuł jakby wielki głaz właśnie spadł z jego serducha i teraz miało być już tylko lepiej. Obok siebie zobaczył drzemiącego brata, wtulającego twarz w pościel. Kamil nie spodziewał się, że starszy zostanie na całą noc dodatkowo śpiąc tak nie wygodnie. W drzwiach stała jego mama. Zauważył ją spokojnie stojącą i uśmiechającą się do niego.
-Mamo, długo tutaj jesteś?
-Jakieś 10 minut... Bartek dzielnie Cię pilnował w nocy... Nie dał się wyrzucić pielęgniarkom...
-Nie musiał...
-Czuje się winny... A jak Ty się czujesz, kochanie? -Zapytała łagodnie. W jej oczach było widać miłość i troskę.
-Dobrze... trochę mnie boli... A tata gdzie?
-Musiał wracać do pracy. Wczoraj był, jak rozmawiałeś z Bartkiem. Nie chciał wam przeszkadzać...
-Nie wiedziałem... chciałbym już stąd wyjść... - Powiedział chłopak zrezygnowany. W tym momencie oczy jego brata się otworzyły a on ziewnął rozkosznie.
-Dziędoberek... co mnie ominęło? - Powiedział zaspany
-Śniadanie...-Odburknął Kami... Nadal się trochę gniewał... -Co Ty tutaj robiłeś całą noc?
-Pilnowałem młodszego braciszka. -Odpowiedział chłopak.
-Ja muszę już lecieć. Wrócę po południu, coś Ci przynieść? -Zapytała łagodnie
-Coś słodkiego. -Odrzekł chłopak – i wodę -dodał. -Pa mamuś...
-Jak się czujesz? -Zapytał starszy
-Jak jeszcze raz ktoś się zapyta jak się czuje, to zacznę krzyczeć... Źle się czuje! Bardzo źle... Boli mnie wszystko, do cholery! -Warknął zdenerwowany. Miał dość tych pytań i odpowiedzi, że wszystko jest dobrze. Jak miało być dobrze w tym momencie?
-Nie denerwuj się, spokojnie... Chciałem zacząć jakoś rozmowę...-Odparł spokojnie Bartek
-Cholera... to zaczynaj od czegoś innego... Mam dość! Chcę już stąd wyjść... -Powiedział podirytowany...
-To potrwa jeszcze... Jutro przyjdzie policja, żeby Cię wypytać o różne rzeczy...
-Na nic im się nie przydam... Nic nie wiem... -Odparł chłopak.
-Nie martw się... Wszystko będzie dobrze, tylko się nie denerwuj, Kamil. Przecież Cię nie zjedzą... -Spojrzał czule na chłopaka. -Chciałbym Ci coś dać... - Z torby wyciągnął małe zawiniątko. Odpakował i położył na stoliku. Kamil wziął go do ręki.
-Kubek... ładny jest. -Powiedział spokojnie. W duchu się nawet cieszył, jednak nie chciał pokazywać tego chlopakowi. Nie potrafił się przemóc jeszcze. Jednak uśmiechnął się delikatnie, tylko na to było go stać.

Kilka dni później lekarz przyszedł zdjąć opatrunki chłopakowi, wszyscy bardzo się stresowali. Mama Kamila uspokajała go, że wszystko będzie dobrze, jednak on sam nie wierzył że będzie. Bartek stał na korytarzu nie mniej zdenerwowany jak reszta. Chciał już mieć to wszystko za sobą i dowiedzieć się co tak naprawdę się stało i kto za tym podpaleniem stoi. Nie zauważył nawet, kiedy pielęgniarka wraz z lekarzem weszli do sali.
Po kilkudziesieciu minutach „nowe” ciało Kamila ujrzało światło dzienne. Było to dla całej rodziny bardzo trudne, nie tylko dla niego samego. Plecy w bliznach, skóra poszarpana, tak samo ręka i kawałek szyi. Włosy postrzępione i lekkie rany na twarzy.
-Na twarzy powinno się zagoić. Co do reszty to niestety, zostaną mocne blizny. Częściowo się to zagoiło, jednak czeka Cię długa rekonwalescencja. -Na twarzy chłopaka pokazał się smutek i determinacja. Po chwilach słabości chciał walczyć o jakieś resztki szczęścia. Spojrzał na swojego brata, który był wyraźnie smutny i uśmiechnął się. Nie wiedział dlaczego tamten się smucił. Żył i to było najwazniejsze.


Dni mijały i po tygodniu Kamil wrócił do domu. Bartek przez ten czas zajmował się swoim bratem. Kamil nie miał się najlepiej, nie był w stanie przeżyć spalonych pleców i wielu blizn na rękach. Część skóry zregenerowało się, jednak trwałe uszkodzenia zostały Wielokrotnie denerwował się z tego powodu, jak również z powodu bólu, jaki mu towarzyszył. Nikt nie był w stanie pomóc mu na dłuższą metę. Mimo, że wszyscy się starali, to było coś z czym chłopak musiał poradzić sobie sam.
Bartek wszedł do pokoju blondyna z maścią i świeżym bandażem.
-Przyszedłem zmienić Ci opartunki. - Kamil usiadł na łóżku bokiem i ściągnął koszulkę. Kiedy starszy rozwiązał bandaże i zdjął gaziki, zobaczył zmasakrowaną przez ogień skórę. Łzy napłynęły mu do oczu, musiał się jednak opanować i nałożył trochę maści na rękę. Zaczął dotykać i wcierać ją w uszkodzone miejsca.
-Nie dotykaj tego... - Powiedział z obrzydzeniem Kamil. Wstydził się tego, była to kolejna rzecz na którą nie miał wpływu, zaraz po orientacji, wypadku i spalonych włosach, które teraz sięgały mu ledwo za ucho i były postrzępione. Fryzjer zrobił to co mógł, jednak i tak nie pomogło to poprawić humoru chłopakowi.
-Kamil... przepraszam – Szepnął starszy, skończywszy go opatrywać. Wziął jeszcze jego rękę i wmasował mu maść w dłoń i wewnętrzną stronę przedramienia. - To moja wina, że to się stało. Może gdybym nie był takim okropnym człowiekiem to by się nie stało... - Od jakiegoś czasu próbował mu to powiedzieć, jednak zawsze wachał się. Obwiniał siebie za całą sytuację. Nie potrafił spojrzeć mu w te smutne oczy. Chciał tylko pokazać, że go akceptuje całego takim jaki jest.
Kamil odwrócił się do niego i założył koszulkę. Spojrzał na brata i dotknął delikatnie jego policzka. -To nie Twoja wina, Bartek. Nie poradzę nic na swoją orientację ani na to, że Ty nie znosisz gejów. Tak samo nie poradzę nic na nienawiść ludzi względem nas.
-Ale ja Cię akceptuje, takiego jakim jesteś. Całego, pamiętasz? Mówiłem Ci to przecież w szpitalu. - Szepnął szatyn i przytulił do siebie blondyna, delikatnie oplatając jego plecy. Chłopak wtulił się ufnie, nie miał siły złościć się na brata, chciał już żeby to wszystko było za nimi. Chwilę potem weszła mama z jedzeniem.
-Przyniosłam Wam obiad. Mam nadzieję, że Wam będzie smakować. Kamil, połóż się zaraz... - Spojrzała na przytulonych chłopaków i uśmiechnęła się. Położyła im tacę na biórku i wyszła. Bracia jeszcze chwilę się przytulali. Nagle Kamil oderwał się od niego i powiedział
-Nikt mnie nie pokocha... Jak ktokolwiek będzie w stanie patrzeć na moje ciało bez odrazy? - Te słowa zabolały Bartka bardzo mocno. Uważał że Kamil jest piękny, taki jaki jest, nie ważne czy mając poparzone ciało czy nie. Nie rozumiał, jak ktoś mógłby tak stwierdzić. Jak ktoś mógłby się go brzydzić.
-Nie masz racji... Masz piękne ciało. Napewno ktoś je pokocha. Ja bym to zrobił. - Blondyn spojrzał na niego zaskoczony, nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, szatyn przysunął usta do jego warg i musnął je delikatnie. Nie czując sprzeciwu naparł trochę mocniej i zaczął pieścić. Kamil zdezorientowany rozchylił je , dając zaproszenie wścibskiemu językowi do swojego wnętrza. Chłopak skorzystał i deikatnie zaczął zwiedzać nieznane dotąd miejsce. Dotykając zębów i policzków, zapraszając narząd blondyna do zabawy, zaserwował bratu głęboki i namiętny pocałunek, od którego obaj nie potrafili się oderwać. Spragnieni wtulili się w siebie mocniej a zielonooki wylądował na kolanach starszego. Całowali się coraz namiętniej mrucząc rozkosznie, chcąc czuć więcej i bliżej. W końcu jednak Bartek musiał zakończyć cudowną chwilę zbliżenia obu chłopaków, z powodu smakowitego zapachu, unoszącego się z talerzy. Ledwo kontaktujący Kamil otrzymał jeszcze buziaka w usta na koniec i spojrzał na uśmiechającego się szatyna.
-Jesteś głodny? Bo ja cholernie. - Szepnął w końcu. Blondyn speszony zszedł z kolan starszego i podał mu talerz. Sam też zabrał się do pałaszowania. Jadł nadal zarumieniony i zdziwiony całą sytuacją. Nie spodziewał się, że kiedykolwiek skosztuje ust swojego brata, a teraz chciał ich jeszcze i bardziej. Dodatkowo to co powiedział, zamyślony nie zauważył jak kawałek kotleta spadł mu z widelca.
-O czym myślisz?
-O niczym konkretnym w sumie. - Skłamał. Bartek jednak domyślał się co mu chodzi po głowie. Nie miał pojęcia co teraz zrobić, chciał ale bał się poruszyć ten tamt. Nie chciał spłoszyć chłopaka i schrzanić tej delikatnej więzi, która zaczęła się między nimi rodzić.
-Co teraz będzie? - Zapytał w końcu blondyn.
-Chcesz iść na randkę? - Wypalił szatyn zanim zdążył ugryźć się w język.

środa, 2 października 2013

Jesteś bólem mojej dupy rozdział 3

 Od razu mówię, że tak miało być. Chaos w poprzednim rozdziale i taka szybka akcja w tym. Także proszę o nie narzekanie na to w komentarzach bo specjalnie opisałam tak szybko. W następnych rozdziałach się wszystko się wyjaśni. 
Zapraszam do komentarzy LENIE jedne! :D
Wasza kochana,  A. 
Kamil nie wrócił na noc, ani na następną. Siedział w domku w lesie i rozmyślał, długo po pójściu Piotrka. Zastanawiał się nad całym swoim życiem i sensem podjętych decyzji. Bardzo chciał się oddzielić od swojej rodziny i uciec z tego miasta. Chciał zacząć od nowa z czystym kontem.
Jego myśli wędrowały wokół ostatnich ciepłych lat w jego rodzinnym domu, kiedy miał dwanaście lat i nie musiał się przejmować niczym ani nikim. Miał wtedy wszystko. Rodzinę, która go kochała i akceptowała oraz starszego brata z którym wtedy był zżyty. Teraz... nie miał nic.  
Był cały obolały i smutny, płakał dobre dwie godziny chcąc ukoić swój ból odrzucenia przez brata i nie tylko. Nie chciał odjeżdzać jednak znowu przypomniał mu się ten nienawistny wzrok Bartka.

Bartek szalał ze złości. Nie wiedział, gdzie jego brat się znajduje i nie miał znim żadnego kontaktu.
Na początku rozmyślał o sytuacji między nimi i nie zauważył, że Kamil nie wrócił do domu na noc. Pochłonięty myślami, dopiero rano zorientował się, że chłopaka w ogóle nie było na noc. Wiedział, że jeśli ktokolwiek wie, gdzie on się znajduje i tak mu nie powie, ponieważ wśród przyjaciół Kamila nie był zbyt lubiany, zwłaszcza przez Piotrka. Chciał bardzo go znaleźć. Po dwóch godzinach zdenerwowania, postanowił zadzwonić do Igora i poszukać brata. Wiedział, że jeśli brat jego przyjaciela wie, gdzie znajduje się blondwłosy to właśnie jemu to powie.
Zanim jednak zdążył wyjść do drzwi ktoś zadzwonił. W nich stanęła Ada. Była wściekła i zanim chłopak cokolwiek był w stanie zrobić wepchnęła go do środka i zaczęła mu robić wyrzuty.
-Dlaczego nie dzwoniłeś? Bartek! Ja czekałam. Chyba nie miałeś nikogo innego, kim się zajmowałeś? Nie mów że nim! BARTEK!
-E... Ada nie teraz...
-A gdzie ten szczur ? Ten jak on ma... Kamil..? Czy... jakoś tak. Lepiej żebym go nie zobaczyła. Cholera powiedz mi, dlaczego on tu jeszcze mieszka? Miałeś go wywalić. Mówiłeś, że go nienawidzisz. Chciałeś się go pozbyć, weź go wywal! Nikt go tu nie chce! Ja go tu nie chcę!
-Chyba Cię pojebało Ada! To jest mój brat do cholery! MÓJ BRAT! Tutaj nie mieszkasz i nie będziesz! - Stracił panowanie nad sobą. Miał dość pomiatania młodszym chłopakiem. - Jedyną osobę, którą mogę stąd wywalic to jesteś TY! Nie dzwoniłem do Ciebie bo nie mam ochoty się z Tobą spotykać. Tak trudno to zrozumieć? Pomiatasz moją rodziną! Nie zgadzam się na to!
-Ale to pedał do cholery! Rozumiesz? Wsza! Tacy jak on nie powinni istnieć, ktoś powinien ich wybić i to najszybciej zanim to pozaraża resztę normalnych ludzi!
- Ada! Między nami nic nie będzie! To już koniec. Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego. - To mówiąc wyprowadził ją z domu i zamknął drzwi na klucz. Zdenerwowany poszedł do Igora chcac wydobyć informacje na temat tego, gdzie w tej chwili może znajdować się jego brat. Miał nadzieję, że nie będzie musiał błagać o to Piotrka bo chyba by umarł z upokorzenia. Miał nadzieję, że chłopak jest u nich i po prostu nie będzie chciał z nim rozmawiać. Mógł nawet go siłą zaciągnąć do domu, byle wiedział, że on tam jest. Bezpieczny i nie potłuczony przez nikogo. O mało co nie wpadł nie wpadł pod samochód, przebiegajac przez ulicę.
Nie zdawał sobie jednak sprawy z zagrożenia jakie mu towarzyszyło od pewnego czasu.

Wpadł do domu swojego kumpla wkurzony. Wyglądał nie za dobrze. Włosy potargane i pot na całej twarzy. Ręce mu się trzęsły na nigdy.  
Igor od razu zaczął go uspokajać, że wiem gdzie jest Kamil i że na pewno wszystko z nim wporządku. Nie uspokoiło go to jednak i z furią w oczach wyszedł, trzaskając drzwiami.
-Idź za nim... bo on coś Kamilowi zrobi...
-No co Ty... - Po chwili jednak zorientował się o czym Piotrek mówi i obaj wybiegli za nim. Kiedy go dogonili, postanowili z nim porozmawiać i jakoś upokoić. Bartek jednak nie dał się. Nie mógł przeżyć, że Kamil był teraz gdzieś indziej i naraził go na taką złość. Miał ochotę skopać mu tyłek.
-Bartek! Poczekaj! Idziemy z Tobą. Nie zostawimy Cie teraz. - Igor podbiegł zatrzymując chłopaka.Chwilę potem dobiegł jego brat. Stali na chodniku, otoczeni domami i spokojną zielenią drzew i trawy. Patrzyli na niego bardzo uważnie, zastanawiając się, co Bartek zrobi jak znajdzie brata.
-Dajcie mi spokój. Ty Piotrek nie wiem w ogóle co tu robisz...
-Ej... to mój przyjaciel. - Odparł Piotr – Skrzywdziłeś go i nie masz prawa być na mnie zły, że chronie kogoś dla mnie bliskiego. - Spojrzał butnie na starszego a Igor w końcu zirytowany się odezwał
-Dajcie spokój, do cholery. Musimy go znaleźć. Potem się pożrecie. -Był bardzo zły, bo chłopcy zachowywali się jak lwy walczące o kawał mięsa.

Obudził się dopiero, kiedy poczuł zapach dymu i niesamowity gorąc. Od razu poderwał się i próbował wydostać. Okazało się, że jego ręce i nogi są związane a usta zakneblowane. Dostrzegł to, dopiero próbując się podnieść. Przerażony szarpał się nie mogąc nic zrobić. Opanowała go totalna rozpacz,nie potrafił się wydostać... Czuł, że umrze tu i nikt nawet tego nie zauważy. Nagle przyszły mu do głowy wszystkie nie miłe wspomnienia związane z jego bratem... Przypomniał sobie jak bardzo byli blisko, zanim odkrył że jest gejem. Przypomniał sobie chwile, kiedy dostał ten kubek i co czuł jak on został zbity. W tej chwili czuł się tak samo. Nie mógł uciec i zostało mu już tylko czekać. Miał wiele planów na życie i wiele niewypowiedzianych słów, których już więcej nie będzie w stanie powiedzieć. Zastanawiał się tylko, czy ktokolwiek go będzie szukał, czy ktokolwiek zauważy, że on zniknął. Nie znał odpowiedzi na to pytanie, ale nie spodziewał się zbyt wiele. Tym bardziej po swoim bracie. Bartek czułby się lepiej gdyby jego spedalony brat zniknął i nie wrócił, w sumie pewnie wszyscy udawali by i wmawiali innym, że chłopak wyjechał do innego miasta, a nie że został spalony... Jedyne za czym tęsknił to za powiedzieniem mamie kilku prostych słów podziękowania za wsparcie i wyrazu miłości. Łzy spłynęły po jego policzku i już nie miał siły nic więcej zrobić. Leżał i czekał na przyjście śmierci. W końcu jego oczy pod naporem zamknęły się.
Po chwili jednak otworzyły się ponownie i myśli zaczęły krzyczeć z całych sił imię brata. Gdzieś podskórnie chciał, żeby ten wpadł tu i go wyniósł, wtulił w siebie i powiedział, ze wszystko będzie dobrze. Nawet w tym ostatnim momencie życia, być w ramionach Bartka i znaczyć dla niego cały świat...

Szli już pewien czas, Bartek nie odzywał się zły ani jednym słowem, bracia natomiast rozmawiali o różnych rzeczach. Piotr w duchu miał złe przeczucie. Sam nie wiedział dlaczego, po prostu wydawało mu się, że coś się stanie. Jednak przez pewien czas spychał to na drugi plan. Ciemnowłosy z kolei milczał myśląc o intensywnym uśmiechu pewnego 12 latka, który dostał właśnie kubek od niego na urodziny, wiele lat temu. Zapomniał już, jak on potrafił się słodko uśmiechać i tak szczerze cieszyć.
Nagle z niedaleka zobaczyli kłęby dymu. Cała trójka rzuciła się do przodu, by jak najszybciej dobiec do miejsca pożaru.
Kiedy tam się tam znaleźli, stanęli jak wryci. Chatka Kamila stała w płomieniach a Piotrek zaczął nagle krzyczeć.
-Kamil! KAMIL! Cholera! Gdzie jesteś? - Coraz głośniej nawoływał mając nadzieję, że nie będzie przyjaciela w tym momencie wewnątrz. Bartek od razu pobiegł i wdarł się do płonacego pomieszczenia. To co zobaczył zmroziło go. Jego brat leżał zakneblowany szmatą, a ręce były przypalone i związane. Włosy również popalone a jego twarz lśniła łzami i potem. Starszy ledwo powstrzymał się od płaczu na ten widok. Kamil był już nieprzytomny . Nie wiele myśląc podbiegł i podniósł go z palącej się kanapy, próbując rękami zgasić palącą się bluzę chłopaka.  
Wyszedł przerażony z bratem w ramionach i w bezpiecznej odległości położył go na ziemi, zdejmując palące się bluzę potem bluzkę oraz próbując zgasić własnymi ciuchami płomienie na spodniach i włosach. Ręce mu drżały a łzy poleciały z policzków.  
-O Boże! - Krzyknął Igor. - Piotrek zadzwonił już po strażaków, ja już załatwiam karetke. Trzymaj się. - Te słowa nie do końca doszły to przerażonego mężczyzny, któremu już tylko zależało na tym, by jego mały braciszek przeżył. Po chwili, kiedy udało mu się opanować już mniej więcej sytuacje, by jego ciało się nie paliło przystąpił do udzielania pierwsze pomocy.
Nie wiedział ile to trwało, pamiętał tylko jak został odsuniety i przytulony, szarpał się z kimś i krzyczał że chce być przy swoim braciszku.
Nagle znalazł się w karetce razem z nim, dostając jakieś leki uspokajające. Nie wiedział, czy chłopaki dojadą do niego, czy również ktokolwiek powiadomił jego rodziców. Teraz miał w głowie jedną myśl. Żeby jego ukochany braciszek przeżył.Chciał już tylko bym obok niego i nie wypuszczać go ze swoich objęć. Bał się o niego jak nigdy przedtem i miał do siebie wielkie pretensje.
Spędził w szpitalu noc, próbując dowiedzieć się czegokolwiek. Nie mógł nawet zobaczyć Kamila ani przy nim posiedzieć. Czuł się bardzo winny całej sytuacji, mimo że nie wiedział kto to zrobił. Chciał bardzo po prostu teraz skupić się na polepszeniu kontaktów z bratem. Po jakimś czasie dojechali do niego Igor i Piotrek bardzo zdenerowani. Kiedy zobaczyli Bartka zmartwili się. Siedział skulony na krześle, pograżony w smytnych myślach. Mogli się tylko domyślać o czym myślał tak bardzo. Jego rodzice zostali już powiadomieni, ale nie mieli pojęcia jak sam chłopak zareaguje na to, dodatkowo co dalej z Kamilem i jego relacjami w domu. Coś musiało się zmienić.  
-Bartek – Powiedział łagodnie Igor. - Wiesz coś już?
-Nie, nic... - odparł smutno. -To moja wina. To przeze mnie Kamil prawie spłonął w tym pożarze i nic nie zmieni tego. Chciałbym, żeby mi kiedys wybaczył...
-ej... spokojnie... To wcale nie Twoja wina. Nie sądzę, że Kamil Cię za to znienawidzi. Przecież nie miałeś z tym nic wspólnego.
-On już mnie nienawidzi...
-Wcale nie. -Odezwał się Piotrek. - Chciał po prostu wyjechać, bo to Ty go nienawidzisz. Już od samego początku, nie wiesz jak go to bolało, jak musiał sobie z tym radzić. Ciesz się, jeśli w ogóle będzie chciał na Ciebie spojrzeć. - Warknął zdenerwowany Piotrek. Igor od razu fuknął na niego ale chłopak miał racje. Wyznanie o planowanym wyjeździe wstrząsnęła starszym dodatkowo. Czuł się winny jeszcze bardziej niż chwilę temu. Teraz już błagałby na kolanach, żeby Kamil przeżył i choć raz jednen się do niego odezwał...
Z bijącym sercem wszedł do sali, modląc się, żeby się nie rozpłakać.

czwartek, 26 września 2013

Jesteś bólem mojej dupy rozdział 2

Kolejny rozdział wstawiam. Mam nadzieję, że więcej zacznie tu wchodzić, czytać i komentować. 
Ps. Nie betowane, gdyż bety nie posiadam w tej chwili. 

Chłopak zszedł na dół do kuchni, przy okazji przypatrując się grającemu bratu, przez uchylone drzwi. Uśmiechnął się na to i potem spokojnie poszedł po coś do jedzenia.
W drzwiach zobaczył wytapetowaną blondynkę z dużym biustem, w obcisłej sukience i obcasach. Usta miała krwisto czerwone. Odepchneła go i weszła bez słowa do środka.
-Bartuś... Kochanie! Już jestem. - Kamil stał przypatrując się jej wtargnięciu z szeroko otwartymi oczami. On tu mieszkał, a został potraktowany jak jakiś lokaj. W końcu szatyn zszedł i widząc dziewczynę uśmiechnął się nieznacznie
-Ada, co Ty tu robisz? - Powiedział spokojnie – Mieliśmy spotkać się na mieście...
-Rozmawiałam z Pawłem i przyszłam złożyć Ci kondolencje, że masz brata pedała. Oh Kochanie to takie straszne. Nie dziwie się, że nikomu o nim nie mówisz... Najlepiej to byś go nie wiem.. wyrzucił do ogródka i nie wpuszczał... Nie rozumiem skąd te cioty w ogóle się wzięły? Zagrożenie dla nas, tych normalnych... - Ciągneła dalej. Kamil stał jak wryty nie mogąc przełknąć jej monologu. Pierwszy raz od dawna zrobiło mu się tak przykro, a jeszcze sam fakt, że jego rodzony brat nie staje w jego obronie, dopełniło goryczy.
Przeszedł obok nich, słyszać kilka pogardliwych słów na swój temat i ciche stwierdzenie Bartka „proszę, przestań...”. Zamknął się w pokoju i puścił głośno muzykę. Tak jak zwykle robił, kiedy coś go bolało albo gniotło. Po chwili smutku, wziął swoje najpotrzebniejsze rzeczy do torby i wyszedł z domu, kiedy tylko Ada i Bartek byłi w pokoju szatyna. Zgasił komputer i muzykę, skierował się w swoje sekretne miejsce. Tam gdzie leczył cały swój żal i ból. Z dala od ludzi i wszystkiego innego. Szedł spokojnie wzdłuż ulic, mijając ludzi, niezwracając nawet na nich uwagi. Skręcił w krętą ścieżkę prowadzącą do lasu. Szedł jakiś czas rozglądając się i uśmiechając delikatnie. Uwielbiał te drzewa i spokój jaki go otaczał. Z dala od zgiełku i hałasu, wdychając czyste powietrze wreszcie mógł odpocząć.
Wszedł do chatki, ukrytej w tak że prawie nikt nie mógł jej znaleźć, którą kiedyś zrobił dla niego brat. Przetrwała tyle lat i nikt jej nie odkrył do tego czasu. Miał tam swoją samotnię i cieszył się z tego. Tylko Bartek i nieliczni przyjaciele wiedzieli o tym miejscu. I tak miało pozostać.
Rozsiadł się wygodnie na starej kanapie, którą przyniósł z kumplem i zaczął rozmyślać. To miejsce zawsze go uspokajało, było tu chicho i tak kojąco. Pewnie dlatego, że nie przychodziło tu wiele ludzi. Kamil cieszył się, że miał taką samotnię.
Bardzo często rozpamietywał tu szczęśliwe dni, kiedy jeszcze był z bratem blisko, pamiętał dokładnie jak budowali razem to schronienie. Bartek wtedy obiecał mu, że nikt go nie znajdzie i będzie to miejsce tylko dla nich. Nie mógł uwierzyć ile od tego czasu się zmieniło. Ile złych słów zostało wypowiedzianych i łez wylanych. Sam przypuszczał, że to się nie zmieni, ale scementuje jego poczucie że tak jest lepiej. I tak już od ludzi oddalał się jak mógł. Zostali przy nim nieliczni. Tylko przyjaciele, których znał od dawna. Nikt nowy nie miał dostępu do jego serca. I tak miało zostać.

Bartek rozmawiał przez jakiś czas z Adą, próbując ją troche uspokoić. Nie podobało mu się, że snuje plany, jak pozbyć się Kamila cioty z tego domu. Lubił ja, jednak czasami blondyna go przerażała swoimi pomysłami. Jednak nie brał ich zbytnio na poważnie. Znali się już jakiś czas i chłopak zaczął na poważnie myśleć o ich związku. Ada wydawała się bardzo sympatyczną osobą, pomimo jej wielkiego homofobizmu. Miał nadzieję, że jak pobędzie z Kamilem to zmieni o nim zdanie. Ale przecież sam dobrze się o bracie nie wypowiadał.
Porobili razem jakieś głupstwa typu oglądanie filmików na youtube i opowiadanie sobie śmiesznych historyjek.
Kiedy dziewczyna wyszła, odetchnął z ulgą. Chciał zabrać się za robienie obiadu. Dopiero teraz zorientował się, że jego brata nie ma w domu, czym się nie przejął. Jednak chwilę potem coś zaczęło się w nim gotować. Cała złość i agresja wybuchły w nim z niewiarygodną siłą. Znów przypomniał sobie o całym upokorzeniu, które musi znosić przez głupiego brata. O słowach Ady i jego kumpli a także o swoim obrzydzeniu, które ma w stosunku do gejów. Nigdy nie był w stanie zrozumieć tego, jak można lubić penisy. Przecież to obrzydliwe. Targające nim emocje doprowadziły do rzucenia kubkiem Kamila o ścianę. Bartek zapomniał, że dał go mu, na jego 12 urodziny i od tej pory był to ulubiony kubek chłopaka. Nie zbierając go nawet poszedł do pokoju. Z drugiej strony kochał Kamla i nie potrafił przestać spychać tego uczucia na drugi plan, niestety nienawiść do gejów wygrywała. Nie chciał krzywdzić brata ale inaczej nie umiał. Coraz gorzej się z tym czuł.

Blondwłosy postanowił wrócić do domu, bo zostawił swoją komórkę. Chciał spotkać się ze swoją przyjaciółką i jej chłopakiem, by porozmawiać i przestać myśleć o tym wszystkim co go gniotło. A tym razem był to brak akceptacji ze strony bliskich. Nie miał ochoty na rozrabianie, bo mogło by się to skończyć źle w wypadku, kiedy wkurzony Bartek był w pobliżu.
Wszedł do salonu spokojnie, zastanawiając się czy szatyn jest w domu. Od pewnego czasu burczało mu w brzuchu, dlatego udał się do kuchni. Widok jaki zastał doprowadził go do łez. Jego ukochany kubek z kocimi uszami i ogonem leżał stłuczony na podłodze. Pamiętał, jak dostał go od Bartka na 12 urodziny. Uwielbiał go i nie lubił pić z innego naczynia. A teraz coś w sercu mu pękało. Sam nie wiedział do końca dlaczego, jednak rozpłakał się, zbierając jego resztki. Zabrał je do pokoju i położył na półce. Nie chciał go wyrzucać, nie miał serca do tego. To była jedna z tych rzeczy, do których się przywiązał jak nigdy. Zawsze wiedział, że ma swoje miejsce w tym domu i jakoś dawało mu to bezpieczeństwo, a teraz nawet to zostało mu odebrane. Nie zwrócił uwagi na poranione palce. Miał ochotę znów iść do chatki w lesie, zostawić ten przeklęty dom i tam mieszkać.
Nie usłyszał nawet jak jego brat zszedł do kuchni, już spokojniejszy. Miał zamiar posprzątać po swoim rzucie o ściane. Nie zastał jednak niczego, poza kilkoma odłamkami, paroma kroplami łez i krwi z palców blondyna. Wtedy zrobiło mu się głupio. Nie poszedł jednak do góry tylko posprzątał resztę. Udając się do salonu by pooglądać telewizje, natknął się na Kamila. Jego włosy zasłaniały twarz a bluza niedbale założona zakrywała palce. Na ramieniu miał torbę. Nie zaszczycił szatyna ani spojrzeniem. A tym bardziej słowem. Mijając go wyszedł, po cichu zamykając za sobą drzwi. Chwilę potem jednak z impetem one znów się otworzyły a blondyn wpadł jak z procy, przy okazji wpadając na brata i przewracając ich obu.
-Ty chamie jeden... Wiesz jak się martwimy o Ciebie? Ktoś Ci dupę powinien skopać! - Wrzeszczał przybysz... minę miał groźną a czarne oczy ciskały błyskawicami. Torba chwilę potem wylądowała na podłodze a Bartek zrzucił zielonookiego z siebie czymprędzej.
-Co Ty do cholery robisz Piotrek? - Warknął starszy z braci.
-Ratuję dupę Twojemu bratu. I Tobie też... - Wrzasnął prawie na nich... - Ta suka Ada... coś nagadała mojemu bratu i chce sprać skórę Kamilowi.
-C...co? - Wybąknął z siebie blondyn. - Ja nic nie zrobiłem...
-No co Ty nie powiesz? A Ty- wskazał na Bartka. - Cokolwiek jej powiedziałeś to radzę Ci odwołać, bo oberwiesz ode mnie! - Po chwili do mieszkania wpadł zdenerwowany Igor. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować już Kamil został z pięści w szczękę. Szatyn spojrzał oszołomiony a brat agresora, zaczął go odciągać od zdezorientowanego przyjaciela.
-Ty pedale... odwal się od mojego brata i Bartka, do brata też się przystawiasz?. - Wrzeszczał. Cała trójka spojrzała na niego jak na idiotę, nie bardzo rozumiejąc o co mu chodzi.
-Oszalałeś? - Krzyknął Piotr – O czym Ty gadasz? Ja mam dziewczynę, a Ada jest pieprznięta. Odwal się od niego. - Igor pod wpływem brata ochłonął trochę. Z wargi blondyna sączyła się krew i czarnooki wziął przyjaciela do kuchni. Szatyn wstał i ze złożonymi rękami na piersi, spojrzał surowo na mężczyznę. Był zły, że ktoś w jego obeności uderzył Kamila, był jeszcze bardziej wściekły o to, że Igor uwierzył w te bzdury, które naopowiadała Ada.
-Co to było? - Rzucił przez zaciśnięte zęby.
-Ada... powiedziała, że nie chcesz z nią być bo... on...
-Co?? Czy ona oszalała? Nie przeleciałem jej ale to dlatego, że blondyn był w pobliżu, dodatkowo od samego początku jej odbiło i od progu rzucała w niego epitetami. - Oburzył się. Nie rozumiał całej sytuacji a także dziewczyny, która wyraźnie mija się z prawdą w tym co opowiada na prawo i lewo. Nie miał zamiaru tłumaczenia się z tego jak się zachowuje i dlaczego nie poszedł z nią do łóżka, jednak teraz był wdzięczny że tak się nie stało. Miał ją jeszcze kilka minut wcześniej za osobę godną zaufania, a teraz myślał o niej coraz gorzej.
Igor opowiedział Bartkowi wszystko, co mówiła Ada o Kamilu. Od kiedy dowiedziała się, że brat szatyna jest gejem, postanowiła się go pozbyć, jak tylko ona i Bartek byliby razem. Jednak tak się nie stało i w zemście za to że Bartek zwlekał z seksem i związkiem, zaczęła opowiadać że stalowooki kręci z blondynem i mają się ku sobie. Bartek słuchał tego z coraz większym szokiem. Nie rozumiał, dlaczego ta dziewczyna tak próbuje mu namieszać w życiu.
-Słuchaj... ona naprawdę chce mu zrobić krzywdę. Z tego co mi powiedziałeś, widać że ta kobieta jest walnięta. Nie wiem co jej przyjdzie na myśl ale serio nie zadawaj się z nią. Mówie to w dobrej wierze.- Ich rozważania przerwał Piotrek wkraczający do pokoju z rozjuszonym spojrzeniem.
-Mam nadzieję, że się wstydzisz swojego głupiego wybuchu, Kretynie. A Ty... Ty masz dużo do wyjaśnienia... Jesteś pieprzonym imbecylem Bartek. Olać własnego brata bo jest gejem... Myślisz, że to jego wina?
Krzyki zwabiły blondyna do salonu. Przez chwile słuchał drącego się przyjaciela. Kiedy ten skończył rzekł spokojnie.
-Nie musisz się wtrącać w moje sprawy Piotrek. Zostaw ich dwóch, niech robią co chcą... Ja stąd spadam.- To mówiąc wyszedł z domu.
-Swoje kroki skierował do chatki w ukochanym lesie. Nie miał pojęcia, że jest śledzony. Po drodze, oglądał ukochaną przyrodę, przepiękny las i wsłuchiwał się w śpiew ptaków, kiedy doszedł do domku od razu wszedł tam i położył się na kanapie. Bardzo źle się czuł i nie potrafił powtrzymać płaczu. Nagle cały świat sprzysiągł się przeciwko niemu, nawet w domu już nie czuł się spokojnie i bezpiecznie. Nie chodziło tu nawet o kubek ale o samo zachowanie domowników. Coraz częściej i bardziej zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest chciany ani kochany w życiu najbliższych. Dlatego postanowił, że podejmie decyzję o przeniesieniu się do szkoły z internatem, z dala od domu będzie mógł zacząć nowe życie. Poczeka na rodziców z oznajmieniem tego, jednak decyzję już podjął i nie chciał jej zmieniać.
Po kilku chwilach kołysany szumem wiatru zasnął. Czuł, że będzie mu brakowało tego miejsca i Piotrka oraz innych przyjaciół. Tym razem śnił mu się szczęśliwy dom. Uśmiechnięty siedział wtulając się w ramiona brata, okryty kocem, czule głaskany. A obok nich łasił się mały kotek.

W tym samym czasie Piotrek krzyczał na swojego brata i jego przyjaciela. Musiał wyrzucić z siebie cały żal, jaki czuł za swojego przyjaciela i całą złość. Nie zdawał sobie nawet sprawy jak bardzo był sfrustrowany, dopóki to nie wybuchło w nim. Igor nie dowierzał, że jego spokojny brat potrafi tak się ciskać o cokolwiek.
-Jak w ogóle mogłeś? Pozwalasz go obrażać! Igor nigdy by na to nie porozwolił! Broni mnie zawsze, nie ważne jakie mam przekonania. Tak powinna postępować rodzina. A co Ty robisz? Wystawiasz go na pośmiewisko, ranisz i jeszcze potem udajesz, że nic się nie stało! Masz niesamowitego brata, a nie potrafisz nawet tego docenić!
Słuchali tego wszystkiego z szeroko otwartymi oczami. Bartek czuł się niesamowicie głupio kiedy usłyszał, że jest złym bratem i w ogóle jak on sobie wyobraża tak traktować swoją rodzinę. Zrozumiał, że powinien stać w jego obronie, tak jak robił to do tej pory Piotrek. Igor przecież zawsze stawał po stronie młodszego chłopaka.

Obudził się w nienajlepszym humorze. Było mu źle wewnętrznie. Nie rozumiał do końca tego stanu, wiedział jednak, że nie chce wracać do domu, miał dość już tego wszystkiego a najbardziej swojego starszego brata. Chciał tylko spokoju. Jednak nie był mu dany. Usłyszał, jak ktoś zbliża się do jego kryjówki. Niewielu o niej wiedziało, dlatego nie ruszył się z miejsca. Przybysz pojawił się w drzwiach, uśmiechajac się delikatnie.
-Cześć Piotrek -Westchnął Kamil
-Hej. Pomyślałem, że zgłodniałeś. Jak się czujesz? - Wszedł do środka i zdjął plecak.
-Do dupy... a jak myślisz? - Odparł kąśliwie jego przyjaciel. Nie miał ochoty na odwiedziny nikogo, nawet najlepszego przyjaciela. Szatyn spojrzał na niego zatroskany i w końcu się odezwał.
-Wiesz... przykro mi, że tak wyszło i że Igor Cię uderzył. Oberwał za to.
-Daj spokój... to Twój brat... nie odgrywaj się na nim.. Szanuj to co masz- Powiedział coraz bardziej zły Kamil. Nienawidził jak rodzeństwo się kłóciło i stawało przeciwko sobie. Nie rozumiał tego. Samemu brakowało mu braterskiego wsparcia i nie chciał by inni musieli przez to przechodzić.
-Kamil... spokojnie...
-Wybacz... Już mi nerwy puszczają... Nie powiem, że się tym nie przejmuję, bo tak nie jest... Cholernie się tym przejmuję. Codziennie to pieprzone gówno. Nie dość, że muszę te upokorzenia znosić na co dzień w szkole, to jeszcze w domu. Bartek dzisiaj zbił ten cholerny kubek, który dał mi na urodziny... Pamiętasz?
-Ten z uszkami? Bardzo go lubiłeś...
-Wiem... I co z tego... Skoro wylądował na ścianie. Inni by powiedzieli, że to tylko cholerny kubek. Nie dla mnie. Czułem się bezpiecznie w domu, bo miałem swoje miejsce w tej rodzinie. Każdy ma swój kubek... A teraz nawet ten cholerny symbol... wiesz... wyprowadzam się... Myślałem o szkole z internatem... Chcę być już z dala od tego wszystkiego. Kocham moją rodzinę, ale oni mnie najwyraźniej nie. Tak będzie lepiej...
-Nie uważasz że to zbyt pochopna decyzja? -Zauważył Piotrek
-Nie wiem już sam... Mam tego wszystkiego dość... Nie chcę przebywać już obok tej rodziny, w tym zakłamaniu... Ojciec i brat mnie nie akceprują, tylko mama jakoś nie ma z tym problemu. To już mnie męczy. Poza tym to miasto, ludzie... Dołujące.
Przyjaciel spojrzał na Kamila smutnym wzrokiem. Wcale nie chciał go stracić, nie rozumiał też postępowania wielu ludzi... Chciał coś z tym zrobić, jednak jako przyjaciel musiał uszanować decyzję chłopaka. Miał tylko nadzieję, że ona się zmieni.

niedziela, 22 września 2013

Jesteś bólem mojej dupy rozdział 1

Nie betowane, wybaczcie za błędy.
Ciesze się, że wreszcie wstawiam ten rozdział, ponieważ długo zastanawiałam się czy w ogóle puścić to opowiadanie. 
Mam nadzieję, że jeszcze ktoś tutaj to czyta. 
Pozdrawiam. A.
Ps. Proszę o koemtarze. 

   

Siedział naprzeciwko Kamila, patrząc na niego z wielkim zdegustowaniem, jakby ten był jakimś robakiem, którego powinno się zdeptać. Nie słuchał tego, co rodzice próbują mu wytlumaczyć i wciąż uparcie odpowiadał jednym zdaniem
-Zabierzcie go ze sobą, bo nie będę się opiekować tym szczylem. - Jego ciemne włosy spływały delikatnie na policzki, a szare oczy ciskały błyskawicami. Wąskie, lecz kuszące usta zacisnęły się w linie i pobielały boleśnie a zęby mogłyby się pokruszyć z nacisku na siebie. Był zły, bardzo zły. A kiedy to się działo, to lepiej było uciekać od Bartka, gdzie pieprz rośnie, bo nikt nie był w stanie przewidzieć co też on zrobi.

Po drugiej stronie siedział blondyn o zielonych oczach, które również ciskały błyskawicami we wszystkie strony. Miał 168 cm wzrostu i włosy do ramion. Ręce założone na piersiach wskazywały pozę obronną a mina jak zwierze przed atakiem, zrobi wszystko byle nie podporządkować się rodzicom.
-Nie. Nie i nie. To jest Twój brat. Nie może jechać z nami na wakacje. Chcemy od Was odpocząć. Masz się nim zająć i już...
-Ale mamo! - Krzyknęli obaj. W tym jednym temacie się nie spierali. Nie chcieli zostać tygonia tylko sami w domu. Mogłoby to się skończyć katastrofą i wysadzeniem posiadłości w powietrze. Charakterki obu chłopaków znali już sąsiedzi i nawet okoliczni policjanci. Wielokrotnie byli świadkami wyskoków młodszego z braci lub kłótniami z Bartkiem. Wszyscy doskonale wiedzieli jak obaj się nieznoszą.
-Koniec dyskusji – Warknął ojciec i wstał od stołu. - Zostajecie i nie ważcie się robić żadnych głupot. Tym razem wyczerpaliście limit kłótni i wybryków. To się tyczy najardziej Ciebie Kamil. Żadnego sprowadzania do domu chłopaków... - Na te słowa starszy brat wzdrygnął się z obrzydzeniem.
-Ale on może sprowadzać Panienki i posuwać je na prawo i lewo... - Odszczeknął młodszy.
-Uważaj na słowa szczeniaku. - Odparł ostro ojciec. - On jest starszy i może robić co chce... - To mówiąc wyszedł. Kamil podniósł się gwałtownie, przewracając krzesło i pobiegł do swojego pokoju.
Był wściekły. Tak bardzo nienawidził swojego starszego brata za wiele rzeczy, głównie za to że był starszy i rodzice pozwalali mu na wszystko. Jednak nie tylko to decydowało o takim nastawieniu do niego. Bartek nakrył go jak kochał się ze swoim ówczesnym chłopakiem, zamiast wyjść ten rzucił się na nich i wyrzucając chłopaka z domu, pobił dotkliwie Kamila i szarpiąc za włosy powlókł na balkon, zostawiając go na kilka godzin tam na zimnie dopóki blondyn nie stracił przytomności. Wtedy został zawieziony do szpitala, a historyjka o pobiciu i wymrożeniu została przez Bartka zmyślona. Nikt nie spodziewał się, że złamane żebra i ręka oraz wstrząs mózgu to wina szatyna.
To właśnie od tamtego czasu Kamil przestał wierzyć, że relacje z jego bratem mogą być choć trochę lepsze. Po tym jak został wyśmiany i upokorzony w szkole oraz przez chłopaka, który z nim zerwał, zaczął sprawiać duże kłopoty. Zapomniał o wrażliwej części swojej duszy i kiedy brat go gnębił przyjmował to do wiadomości i robił obojetną poze. Nie obchodziło go czy jest bity, czy nie. Przyjął to do wiadomości. Jednak Bartek więcej nie podniósł na niego ręki. Ale za to robili to inni, w szkole i na boisku. Zanim nauczył się walczyć obrywał nieźle od większych i silniejszych. Głównie dlatego, że już wszyscy wiedzieli, że był gejem. Cała reszta zdawała się tego nie widzieć i mimo że Kamil miał przyjaciół i kumpli to prosił ich aby nikt nie mieszał się w jego sprawy. Przyjmowali to z bólem, domyślając się jak trudne może być to wszystko dla chłopaka.
Sam nie wiedział kiedy zasnął, z tego stanu wyrwało go dopiero pukanie delikatnie do drzwi. Chwilę potem do pomieszczenia weszła mama.
-Synku... nie sprawiaj bratu kłotów... Przykro mi, że zostajesz z nim sam... Ale ojciec chciał, żebyśmy jechali tylko we dwoje.
-Wiem mamo... I tak Bartek ma mnie gdzieś... nie akceptuje że jestem gejem... Widziałaś... - Odparł beznamiętnie chłopak.
-Może się dogadacie co? Wiesz on nie jest taki zły...Tylko trudno mu przyjąć takie rzeczy do wiadomości. Jest taki sam jak ojciec... Wiesz to... Może porozmawiaj z nim... Napewno Cię wysłucha.
-Wcale... - Odburkął. Mama zawsze była dla niego oparciem i tylko ona w tym domu zdawała się go rozumieć i nie potępiać za orientacje i styl bycia. Wielokrotnie wspominała, że są do siebie podobni. Ona też robiła bardzo dużo rzeczy jak była w wieku swojego syna i doskonale pamiętała jak jej rodzice reagowali na wybryki 16 latki. Kiedy jej brakowało wsparcia od nich, by radzić sobie z problemami i otoczeniem, teraz sama nie chciała być takim rodzicem i zawsze potrafiła porozmawiać z synem i jakoś go zrozumieć. Podczas kiedy tata chłopaka bardziej akceptował Bartka. Od początku wolał, żeby Kamil był dziewczyna. Tak bardzo chciał córkę. Trudno było mu pogodzić się również z orientacją syna.
Rozmawiał z mamą jeszcze długi czas zanim doszli do porozumienia. Opowiadał jej jak to podoba mu się jakiś chłopak i jak bardzo nie ma szans i nawet nie chce próbować . Kiedy kobieta wyszła, włączył sobie muzykę, tak by zagłuszała wszystko dookoła. Często tak robił, kiedy był z czegoś niezadowolony. Nie lubił Bartka, przystojnego chłopaka, za którym wszyscy szaleli. Dla innych, głównie przez orientacje Kamil był wyrzutkiem. Charakter też nie pozwalał mu na poznawanie wielu ludzi. Z natury był szalonym chłopakiem z mnóstwem pomysłów, jednak dla obcych był wycofany i często obserwował, co denerwowało na dłuższą metę. Ludzie również jego denerwowali. Nie rozumiał większości ich podchodów i zachowań. On robił jak sam uważał za stosowne. Nie lubił intryg ani tego typu rzeczy. Był prostolinijnym człowiekiem, który mówił co myślał i robił jak mówił. Czego nie można było powiedzieć o większości ludzi, których znał. Dlatego często dystansował się od nich, nie umiał obiecać czegoś i tego nie dotrzymać. Nie potrafił upokarzać ludzi, po to by przypodobać się innym. Chciał szczęścia swoich bliskich i przyjaciół i sam chciał zaznać go choć trochę.

Bartek wkurzony usiadł przy komputerze. Nie miał ochoty niańczyć swojego znienawidzonego brata. Akurat umówił się na seks z dziewczyną, z która od jakiegoś czasu się spotykał i nie chciał by ktoś im przeszkadzał. Miał ochotę na tydzień wolności a tu taka niespodzianka. Nie podobało mu się to wszystko. Żałował, że miał brata odmieńca, którego musiał się wstydzić. Wolał więc o nim nie wspominać nawet na chwilę wśród jego znajomych. Od czasu kiedy dowiedział się, kim jest Kamil nie poświęcał mu żadnej uwagi. Ignorował jego obecność albo uprzykrzał mu życie jak tylko mógł. Część ze znajomych wiedziała jednak o blondynie i sam nasłuchał się „dobrych rad” oraz złośliwych komentarzy na temat młodszego. Nie reagował wtedy, bo też było mu głupio. Bo co miał powiedzieć? Że skopałby dupę Kamilowi, żeby tylko ten wybił sobie z głowy „pedalstwo”, i tak to nic by nie dało, bo jako inteligentny człowiek doskoanle wiedział, że tego nie da się „wybić”
Nie potrafił zrozumieć jak jego brat, którego tak bardzo kiedyś kochał mógł być takim odmieńcem... homoseksualiści od dawna go obrzydzali, jednak kiedy nakrył Kamila, jak uprawiał seks z jakimś chłopakiem, szala się przebrała. Dokładnie wiedział, ze zaprzepaścił relacje między nimi, jednak nie obchodziło go to. Bartek nie chciał mieć z bratem nic wspólnego. Właściwie to wcale tak nie myślał. Kochał swojego młodszego brata i sam oszukiwał siebie w tym względzie. Jednak to wszystko zaszło za daleko. Nie potrafił teraz tego przerwać.

Rano rodzice żegnając się z szatynem zostawili ich samych z pewną obawą. Od dawna wiedzieli, co może się między nimi stać, jednak Bartek obiecał ojcu, że wszystko będzie dobrze. Po chwili kiedy samochód rodziców odjechał, chłopak postanowił obudzić swojego upierdliwego współlokatora i zagonić do roboty. Miał ochote nałożyć na niego tyle obowiązków jak to tylko możliwe. Byle młody wiedział, że teraz brat może się na nim odegrać za wszystko, łącznie z odwołaniem randki z piękną blondyną z dużym biustem.
Wparował do pokoju z zamiarem wywrócenia łóżka, jednak powtrzymał się. Spojrzał na śpiącego Kamila i ...
- Wstawaj debilu... - Usłyszał przy swoim uchu chłopak. Otworzył oczy a przed nim zobaczył wściekłego Bartka. - Zamierzasz spać cały ranek ? Rodzice już pojechali więc nie ma spania.- Kamil otworzył oczy znudzony i chwycił poduszkę ciskając ją w swojego brata. Ten zasłonił się i wyszedł z pokoju.Blondyn uśmiechnął się i przewrócił na drugi bok, ciesząc się z chwilowej wygranej. Po chwili szatyn wrócił z wiadrem wody i wylał na zielonookiego.
Oburzony Kamil podniósł się i rzucił na Bartka z pięściami. Ten jednak zrobił unik i blondyn wylądował na podłodze. Szamotali się przez jakiś czas, gryząc się i warcząc na siebie przy okazji. W końcu blondyn odepchnął brata od siebie i wstał. Wściekły powlókł nogi do łazienki
-Pieprzony dupek- Dodał, po zamknięciu drzwi. Spojrzał w lustro przygnebiony, sprawdzając poziom siniaków a także innych obrażeń po wcześniejszej walce., za którą siedział na komisariacie, prowadząc pogawędkę z policjantami i jedząc pączki. Przyzwyczaił się już do takich sytuacji i znał dobrze policjantów z tamtego posterunku.
Pretarł twarz, po umyciu zębów i spojrzał w lustro jeszcze raz. Tego poranka znów nienawidził siebie i swojej orientacji, na którą nic nie mógł poradzić. Czasami mu się to zdarzało, zwłaszcza kiedy musiał zostawać z Bartkiem w domu.
Szatyn krzątał się po kuchni, przygotowując jedzenie. Po odwołaniu swoich planów był bardzo zły i musiał jakoś się wyżyć. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego rodzice nie wzięli ze sobą tego odmieńca. Nie brakowało mu czasów, kiedy zajmował się bratem, kiedy robił mu śniadanie i brał na spacery jak Kamil był mały. Uwielbiał bawić się z nim i uczyć różnych rzeczy na komputerze. Jednak ten czas się skończył i nic go już nie łączyło z młodszym chłopakiem.
Kiedy jajecznica była gotowa, Kamil zdążył zejść na dół przeciągając się. Bartek nie zaszczycił go nawet spojrzeniem, tylko usiadł przy stole ze swoim śniadaniem i zaczął bez słowa jeść. Część jajka została na patelni, co blondyn wykorzystał i po chwili siedział już nad swoją częścią pożywienia i zastanwiał się czy zrobić kubek gorącej kawy teraz, czy po zjedzeniu posiłku. Lenistwo wygrało i czas na kawę przyszedł później. Bartek siedział naprzeciwko nie odzywając się ani słowem. Pochłaniał jedzenie i czasami zerkał wilkiem na swojego brata, którego smak jajecznicy pochłonął. Przypomniał sobie, jak bardzo uwielbiam smak śniadania przygotowanego przez szatyna, tak dawno nie dane mu było spróbować gotowanych dań czy nawet zwykłych kanapek.

Po śniadaniu Bartek poszedł do pokoju, uprzednio wkładając naczynia do zlewu. Nie chciał przebywać z Kamilem dłużej niż musiał. Blondyn z kolei po zaparzeniu kawy rozsiadł się na kanapie w salonie i włączył telewizje. Tak rzadko oglądał cokolwiek, zamknięty w czterech ścianach, przy swoim laptopie i słuchawkach. W pewnym momencie usłyszał dzwonek do drzwi. Podniósł się i otworzył. Po chwili po całym salonie rozniosło się głośne powitanie jego przyjciela Piotrka, który wpadł na kawę i pogaduchy. Ten roześmiany rudzielec właśnie związał się z ich przyjaciółką i chciał obgadać dobre niusy. Kamil bardzo im kibicował, ponieważ wiedział że chłopak był zakochany w Patrycji już od drugiej klasy podstawówki. Dopiero niedawno kumple przekonali go do wyznania swoich uczuć. Okazało się, że dziewczyna również czuła do niego to samo i wreszcie mogli być razem.
Bardzo dobrze im się układało. Widać było, że są dobraną parą. Właśnie wrócili ze wspólnego wypadu nad jezioro i Piotrek chciał opowiedzieć Kamilowi o wszystkim. Blondyn poszedł do kuchni zaparzyć kawę i poprosił kumpla by usiadł przy stole. Uwielbiał przesiadywać w tym miejscu, najchętniej z książką lub kubkiem dobrego napoju, herbatą lub gorącym kakaem.
-I jak było? Opowiadaj.
-Wiesz... Ta dziewczyna jest cudowna. Byliśmy nad tym jeziorem z jej rodzicami. Bardzo ich polubiłem oni zresztą mnie też. Prawie cały czas zajmowaliśmy się jej małym braciszkiem Mirkiem. Naprawdę uroczy dzieciak. Jej mama jest bardzo fajna i miła, a ojciec wziął mnie na rozmowę w stylu „jeśli ją skrzywdzisz... to ona sama Ci jaja urwie”. Także uśmialiśmy się bardzo.Nie no, tak poważnie to cieszę się, że z nią jestem.
-To dobrze, cieszę się Waszym szczęściem. Ja jeszcze muszę trochę poczekać na swoje... O ile Bartek znowu mi go nie zjebie...
-Wiesz... to Twój brat...
-I co z tego... Głupek nie brat. Nie akcepuje tego, że jestem gejem. Nic na to nie poradzę, jestem jaki jestem i nic nie zmienię. To nie jest moja wina, że jestem jaki jestem. Już od dawna to trwa i nic się raczej nie poprawi, nawet gdybym chciał. A nie mówię, że chcę nawet... Zaakceptowałem sytuacje i trudno. Jest jak jest. - Powiedział spokojnie Kami, trochę jeszcze rożzalony, jednak czuł że sam musi się z tym pogodzić. Zaakceptował sytuacje, jednak czasami było mu bardzo przykro, że jest „inny”, że Bartek nie może tego przyjąć i nadal traktować go jak brata. To bolało. Takie odrzucenie... Ze strony męskiej tego domu, bo nie tylko szatyn zachowywał dystans. Również ich ojciec Sławek. Jedyne co ratowało sytuacje to ich mama, która zawsze potrafiła załagodzić jakoś sytuację i doprowadzić do jakiegokolwiek porozumienia.
Chłopaki rozmawiali w kuchni jeszcze chwilę, po czym poszli grać na konsoli. W tym samym czasie Bartek rozmyślał nad kilkoma rzeczami. Tak naprawdę dawno pogodził się z orientacją Kamila, jednak czego nie mógł przyjąć, to tego że brat nie powiedział mu tego sam. Im dłużej był zły i wrogi, tym bardziej nie potrafił się przemóc do tego, żeby wytłumaczyć bratu, że go akceptuje. Po prostu nie potrafił. Wiele razy chciał mu już powiedzieć, jak bardzo przeprasza, jednak nie potrafił. Coś mówiło mu, że nie umie spojrzeć w oczy Kamilowi, ani dotknąć go. Tyle bólu mu już sprawił i upokorzenia, że teraz odkręcenie tego wszystkiego byłoby bardzo trudne, wręcz bezsensowne.